Meta zmienia podejście do walki z dezinformacją. Na początku stycznia 2025 roku Mark Zuckerberg ogłosił, że Instagram i Facebook porzucają swoje stare metody kontroli. Koniec z niezależnymi organizacjami sprawdzającymi fakty. Koniec z rygorystycznymi moderatorami treści blokującymi mowę nienawiści. Cel? Więcej wolności słowa. Mniej „błędów”.

Zmiana ta ma miejsce w kontekście wyborów prezydenckich w USA w 2024 r. To bezpośrednia odpowiedź na naciski ze strony administracji Trumpa, która objęła urząd. Krytycy postrzegają to jako kapitulację przed prawicowym populizmem. Zwolennicy nazywają to naprawieniem przeszłych nadużyć. Jednak dla przeciętnego użytkownika zmiany są nagłe i potencjalnie niestabilne.

Jak notatki społeczności zastępują weryfikację zewnętrzną

Zamiast zatrudniać ekspertów, Meta przekazuje użytkownikom „tablicę notatek”. Platforma będzie korzystać z Notatek społeczności w celu oznaczania fałszywych informacji. Ta funkcja istnieje już w X (dawniej Twitter). Zuckerberg nie ujawnił szczegółów dokładnego wdrożenia na Facebooku i Instagramie. Wiemy jednak, jak system działa w innych miejscach.

Oto jak to działa.

Użytkownicy ze zweryfikowanymi numerami telefonów i czystą historią z ostatnich sześciu miesięcy mogą dodać kontekst do postów, które uznają za wprowadzające w błąd. Następnie inni użytkownicy głosują, czy notatka jest przydatna. Algorytm publikuje notatkę tylko wtedy, gdy uzyska poparcie osób z różnych obozów politycznych. Chodzi o to, aby zapobiec stronniczości. Jeśli tylko konserwatyści zaakceptują post korygujący post liberalny, pozostaje on ukryty.

Brzmi demokratycznie. To też brzmi krucho.

Dlaczego notatki społeczności mogą nie działać

Skuteczność Uwagi społeczności jest wysoce kontrowersyjna. Badania przeprowadzone przez Centrum Przeciwdziałania Nienawiści Cyfrowej ujawniają trudną rzeczywistość w X.

  • 74% poprawnych Notatek Społeczności nigdy nie zostało pokazanych użytkownikom.
  • W 209 z 238 wprowadzających w błąd publikacji na temat wyborów w USA nie pojawiła się żadna notatka.
  • Te nieskorygowane posty uzyskały 2,2 miliarda wyświetleń.

Dlaczego tak się dzieje? Próg zatwierdzenia jest wysoki. Polaryzacja polityczna utrudnia osiągnięcie konsensusu. Jeżeli notatka zostanie odebrana jako atak na czyjąś stronę, zostanie odrzucona.

Philipp Hacker z Europa-Universität Viadrina twierdzi, że notatki te mają ograniczony skutek. Rzadko zmieniają zachowanie użytkowników, zwłaszcza gdy pochodzą z „obozu wroga”. Kontrargument przedstawia jednak Fabian Prohaczka z Uniwersytetu w Erfurcie. Badania pokazują, że ludzie na ogół akceptują argumenty oparte na dowodach. Podkreśla jednak, że notatki to tylko jedno z narzędzi. Nie są one panaceum na toksyczność w Internecie.

Łagodzenie przepisów dotyczących mowy nienawiści

Jest druga, bardziej niebezpieczna część tej zmiany polityki. Meta upraszcza swoją politykę dotyczącą treści. W szczególności usuwa ograniczenia, które w nowym klimacie politycznym nie odpowiadają już „dyskursowi głównego nurtu”.

Nie chodzi tylko o politykę. Chodzi o tożsamość.

Zgodnie z nowymi przepisami użytkownicy będą mogli nazywać kobiety, gejów i osoby transpłciowe „szalonymi”, „dziwakami” lub chorymi psychicznie. Twierdzenia, że ​​transkobiety to zdezorientowani mężczyźni lub że homoseksualizm można wyleczyć poprzez terapię, będą dozwolone.

Eksperci ostrzegają, że spowoduje to wzrost poziomu mowy nienawiści. Prohaczka zauważa, że ​​choć w Stanach Zjednoczonych obowiązują obecnie zasady, sygnał ma charakter globalny. Platforma faktycznie popiera dyskryminujący język, aby uniknąć regulacji rządowych.

Dlaczego Zuckerberg to robi

Skąd tak radykalny zwrot? Odpowiedź leży w politycznym przetrwaniu.

Podczas wyborów w 2020 roku Republikanie oskarżyli Metę o stronniczość. Zarzucali, że platforma ukryła treści korzystne dla Joe Bidena. Kiedy w styczniu 2021 roku po szturmie na Kapitol Meta zawiesiła konta Donalda Trumpa, reakcja była ostra. Trump i jego sojusznicy postrzegali sprawdzanie faktów jako cenzurę.

W 2024 roku Trump bezpośrednio ostrzegł Zuckerberga. Powiedział, że jakakolwiek ingerencja w wybory spowoduje, że Zuckerberg spędzi resztę życia w więzieniu.

Teraz Meta dostosowuje się do narracji ruchu MAGA. Usuwając weryfikację faktów i łagodząc zasady dotyczące mowy nienawiści, Zuckerberg ma nadzieję uniknąć dalszej kontroli regulacyjnej. Poświęca bezpieczeństwo treści na rzecz ochrony politycznej.

Konsekwencje

Wyniki tego eksperymentu będą widoczne w nadchodzących miesiącach. Czy Notatki społeczności faktycznie ograniczą dezinformację? A może staną się polem bitwy wewnętrznych konfliktów politycznych? Czy złagodzone zasady ograniczą mowę nienawiści czy ją zwiększą?

Jedno jest jasne. Meta obstawia, że ​​użytkownicy mogą sami kontrolować treści lepiej niż algorytmy. Historia sugeruje, że użytkownicy rzadko robią to dobrze. Internet może stać się głośniejszy, bardziej wściekły i znacznie mniej dokładny. Zobaczymy.

Mur między Metą a Donaldem Trumpem nie tylko się rozpada. Jest rozbierany cegła po cegle. Przez wiele lat ten spór determinował politykę portali społecznościowych. Teraz Mark Zuckerberg sygnalizuje radykalną zmianę. Nie jest jasne, czy jest to wykalkulowana strategia przetrwania, czy prawdziwy dryf ideologiczny. Naciski ze strony prawicy były niesłabnące. Zuckerberg musiał słuchać.

Rozmrażanie relacji między Metą a Trumpem

To nie był nagły kaprys. Od kilku miesięcy zbliżenie nabiera tempa. W 2023 r. Meta potajemnie przywróciła konta Trumpa na wszystkich swoich platformach. To był mały krok, ale o ogromnej wadze symbolicznej. Zakaz został zniesiony. Gigant nie zniknął.

Potem przyszło zaproszenie. W listopadzie 2024 roku Zuckerberg przyjął zaproszenie Trumpa na kolację w Mar-a-Lago. To nie było przypadkowe spotkanie podczas lunchu. To było oświadczenie. Dyrektor firmy technologicznej wkroczył w samo serce władzy Republikanów. Kilka minut później pojawiły się pieniądze. Meta przekazała 1 milion dolarów na wsparcie obchodów inauguracji Trumpa i jego szerszego programu gospodarczego.

Dlaczego jest to dla Ciebie ważne? Ponieważ moderowanie treści nie polega już tylko na bezpieczeństwie. Chodzi o dostęp. Kiedy właściciel platformy zasiada przy tym samym stole co prezydent-elekt, zmieniają się zasady zaangażowania. Kończy się era wrogiego umiaru wobec polityków. Zmierzamy w stronę modelu, w którym zgodność może zwyciężyć nad konfrontacją.

Notatki społeczności i nowa rzeczywistość prawdy

Prawdziwym eksperymentem jest teraz testowanie prawdy. Meta bardziej agresywnie wdraża funkcję Notatki społeczności. To narzędzie opiera się na kontekście zebranym przez użytkownika, a nie na ograniczeniach odgórnych. Użytkownicy dodają notatki do wprowadzających w błąd postów. Jeśli wystarczająca liczba osób z różnych punktów widzenia zgodzi się z notatką, zostanie ona wyświetlona. To jest zdecentralizowane. To jest chaotyczne. To także zakład Zuckerberga na przyszłość.

Czy to faktycznie zadziała? Hipoteza jest taka, że ​​kontekst stworzony przez społeczność jest bardziej odporny niż cenzura korporacyjna. Pozwala to na zachowanie wolności słowa podczas dokonywania poprawek. Dla użytkowników oznacza to mniej usunięć i więcej komentarzy. Nie będziesz widzieć, jak posty znikają tak często. Zobaczysz dołączone do nich łatki.

Oczekujące relacje z rządem

Tutaj sprawa staje się trudna. Obserwujemy, jak ta nowa dynamika sprawdza się w interakcjach z nową administracją USA. Stosunki między Metą a Białym Domem zawsze były napięte. Teraz stały się osobiste. Zuckerberg pokazał, że jest gotowy na bezpośrednią interakcję ze środowiskiem Trumpa.

Konsekwencje dla polityki sprawdzania faktów są znaczące. Jeśli platforma w dalszym ciągu będzie faworyzować notatki społeczności zamiast surowych zakazów redakcyjnych, jak zareaguje rząd? Czy uznają to za samoregulację, czy za ustępstwo pod presją polityczną? Wynik zadecyduje o kolejnym etapie zarządzania Internetem.

“Ta zmiana nie dotyczy tylko jednej osoby. To platforma, która uznaje, że walka w szerokim spektrum politycznym to strategia przegrywająca. “

Od inauguracji nawet kurz nie zdążył opaść. Ale trajektoria jest jasna. Meta nie jest już przeciwnikiem ruchu konserwatywnego. Ona jest uczestniczką. Pytaniem otwartym pozostaje, czy uratuje to firmę, czy zniszczy jej reputację. Jedno jest pewne. Cisza w Menlo Park ustępuje miejsca rozmowom. A rozmowy mogą przebiegać różnie.