Spotify podzielił się tą wiadomością. Żadnych wycieczek prasowych – po prostu kieruj powiadomienia push do płacących klientów. Główna wiadomość? Bilety na koncert. Nie byle jakie, ale zarezerwowane specjalnie dla Twoich ulubionych artystów.

Teraz użytkownicy premium to „nasi ludzie”. Spotify twierdzi, że usługa identyfikuje „najbardziej zagorzałych fanów” artysty i rezerwuje dla nich dwa miejsca. Tak, tak, zgadza się. Zanim ogół społeczeństwa będzie miał szansę, ci abonenci otrzymają pierwsze recenzje przy zakupie. I nie, do ceny biletu nie dolicza się żadnych ukrytych opłat za usługi.

Kwalifikacja nie jest przypadkowa. To jest obliczane.

Skąd Spotify wie, że naprawdę Ci zależy? Oni patrzą. Streaming, repostowanie, Twoje zachowanie w aplikacji. Nazywają to „naturalnym zachowaniem słuchania”, co jest fantazyjnym sposobem powiedzenia: „musimy się upewnić, że nie jesteś botem zbierającym dane”. Prawdziwi ludzie dostają przywileje. Boty – blokowanie. To nie mogłoby być prostsze.

Z biletami wiąże się jeden niuans związany z lokalizacją. Jeśli w aktualnościach na żywo podasz preferowany region, zaoferowane zostaną Ci koncerty w pobliżu tej lokalizacji. Pominąć ten krok? Twój adres IP stanie się Twoim kodem pocztowym. Zwolennicy prywatności mogą patrzeć na to z ukosa, ale mandaty będą nadal widoczne, jeśli przyjrzysz się uważnie.

LiveNation jest obecnie jedynym partnerem. Nie należy jednak sądzić, że utrzymają ten monopol na zawsze. Spotify twierdzi, że szuka nowych partnerów. Konkurencja zwykle pomaga utrzymać ceny na niskim poziomie. Zwykle.

Muzyka to tylko połowa sukcesu. Druga połowa to podcasty i dziwne fantazje programistyczne.

Osobisty chaos audio

Wkrótce dostępna będzie nowa funkcja o nazwie Podcasty osobiste. Tak, w cudzysłowie. Umożliwia tworzenie prywatnych pokazów. Zadajesz mu pytania, a nawet przesyłasz dokumenty PDF, a sztuczna inteligencja generuje odcinki. Pojawiają się w Twojej bibliotece tak, jakbyś sam je stworzył. Nie, nie zrobiłeś tego. Właśnie wpisałeś prośbę. Czy to jest dziennikarstwo? A może po prostu bardzo głośny wpis w pamiętniku?

Potem są subskrypcje. Ekskluzywny. Zapłać więcej, aby uzyskać dostęp do „głębszych występów”. Bo standardowe albumy już nie wystarczą, aby współczesny fan czuł się blisko. Wreszcie istnieje aplikacja komputerowa o nazwie Studio. Generuje pliki audio — listy odtwarzania i improwizacje podcastów — w oparciu o sposób, w jaki słuchasz muzyki. Maszyna słucha Cię, a następnie odtwarza to, co według Ciebie lubisz.

Dziwny? Może. Zdrowy? Jeśli lubisz personalizację na poziomie molekularnym, tak.

Teraz wszystko zależy od Ciebie. Jeśli będziesz wystarczająco słuchać.