Bill Winters popełnił poważny błąd.

Dyrektor generalny Standard Chartered uważał, że nazywanie pracowników „kapitałem ludzkim o niskiej wartości” może ujść mu na sucho. Powiedział, że zastąpi je sztuczna inteligencja. Wtedy świat to zauważył. A bank musiał się wycofać.

Wycieczka z przeprosinami

Winters wysłał notatkę do personelu. Agencja Prasowa to zauważyła. Twierdzi, że cytaty zostały wyrwane z kontekstu. Być może tak było. Jednak kontekst nie łagodzi ciosu, gdy ogłasza się zwolnienia prawie 8 000 osób.

„Wiem, że może to być niepokojące, jeśli chodzi o… cytat wyrwany z kontekstu.”

Upiera się, że chodzi o zmianę pracy, a nie o dewaluację ludzi. Prawidłowy. Ponieważ mówienie inwestorom, że sprzedajesz ludzi w zamian za kapitał finansowy, nie brzmi zbyt okazale.

Konieczna była kontrola szkód. Była prezydent Singapuru Halimah Yacob na Facebooku nazwała ten język „niepokojącym”. Nie była sama. Akcjonariusze narzekali. Pracownicy wpadli w panikę. W mediach społecznościowych zapanowała zasłużona złość.

Zimna matematyka

Standard Chartered zwalnia 7800 pracowników. Do 2030 r. w firmie zatrudniającej 82 000 pracowników zniknie około 15 procent personelu administracyjnego. To część szerszej strategii Wintersa. Strategia oparta na przyjęciu sztucznej inteligencji w operacjach skoncentrowanych na Azji.

Wcześniej Winters告诉记者 stwierdził, że nie jest to „cięcie kosztów”.

Ta klauzula zawsze brzmi pusto. Kiedy redukujesz ludzi, żeby obciąć koszty, to jest to cięcie kosztów. Po prostu ukryłeś się za technologicznym żargonem. Chce zastąpić to, co nazwał pracą o niskiej wartości, kapitałem inwestycyjnym. Prawdopodobnie matematyka działa na korzyść akcjonariuszy. Ona przeraża pracowników.

Cel jest jasny, choć bezwzględny. Zwiększyć zwrot z kapitału materialnego (RoTE) powyżej 15 procent do 2028 r. To skok o trzy punkty. Przychód na pracownika powinien w tym samym okresie wzrosnąć o 20 procent. Chcą wycisnąć więcej z mniejszej liczby osób. Wydajność ma swój koszt ludzki.

Szerszy trend

Standard Chartered nie jest jedyną firmą, która to robi. Banki na całym świecie zastępują ludzi automatyzacją. Ale Winters potraktował to osobiście. Dał etykietę tym, których chciał usunąć. „Niska wartość.”

To się klei. Żadna notatka nie usunie zniewagi.

Bank chce poprawić produktywność. Twierdzą, że to tylko biznes. Być może to prawda. Ale przywództwo obejmuje także ton. I tego tonu zabrakło.

To, co pozostaje, to pozostawiona praca. Kto pozostanie? Kto ustala wartość?

Na te pytania nie ma jeszcze jednoznacznych odpowiedzi.